Powered By Blogger

sobota, 15 lutego 2025

52 post - Sobota - Kayah & Zbigniew Wodecki - Chwytaj Dzień


 

51 post - Sobota - Anka - Tego dziś chcę


 

50 post - Sobota - Anka - Z każdą chwilą złą


49 post - Sobota

48 post - Sobota

47 post - Sobota

46 post - Sobota

 Zastanawiam się jak mam to zrozumieć, czy jest to dla mnie doświadczenie, czy ja mam to sobie tak tłumaczyć, by w tej sytuacji szukać - drugiego dna? Czy jest to zbieg okoliczności? Czy może sytuacja, w której powinnam poszukać rozwiązania zdecydowanie głębiej? Rodzą się różne pytania i coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie jest prosty temat, a złożony i wiem, że do tego dotrę, bo nie daje mi to spokoju... Rozwiążę tę zagadkę, wiem, że muszę, bo mam pewne przypuszczenia, ale muszę stopniowo do tego dojść i dojdę, bo może to nie przypadek, że takie mam doświadczenia. Przecież nic nie dzieje się przypadkiem, tak? Dokładnie tak. To skoro to nie przypadek, więc - co ma dać - ta powtarzająca sytuacja ...? W głowie rodzi się tyle pomysłów... każdy z nich wydawać się może realny - konkretny, ale - dlaczego...?  Czy te różne znaki z życia, które mogą być - znakami... mogą świadczyć o kruchości życia i śmierci? Czy może o tym, że nie można się przyzwyczajać i kochać? Ale jak żyć bez miłości? Przecież to jest niemożliwe, naprawdę nie wyobrażam tego sobie, by żyć bez miłości - do ludzi, czy zwierzątek czy jeszcze - innych spraw... ale nie będę rozwijała może - głębiej - sytuacji - spraw, które też zauważyłam - już od bardzo dawna... No właśnie - tak naprawdę - już od mojego dzieciństwa... Ooooooo i właśnie teraz  pomyślałam, że faktycznie - już od wczesnego dzieciństwa ... zauważyłam, różne zbieżne sytuacje... To naprawdę ciekawe, bo przecież byłam dzieckiem, a potrafiłam - zauważyć różne sytuacje, przecież to byłoby niesamowite, że jako dziecko już bym wiedziała o tak ważnych sprawach, nikt przecież mi tego nie powiedział i nigdzie tego nie usłyszałam, a więc wniosek nasuwa się jeden - może to przeżyłam dużo wcześniej, stąd - jakieś przebłyski z dużo wcześniejszego czasu i zostały strzępki w pamięci . To by mogło układać się w logiczną całość. Musi w tym coś być, bo wtedy tak o tym pomyślałam i dziś... też o tym pomyślałam, a przecież ta sytuacja - z dziś - była po raz 1 wszy... chyba , że ... już to kiedyś przerabiałam... Rozwiążę tę zagadkę, bo czuję intuicyjnie, że jest to wierzchołek - ogromnej góry lodowej, że stopniowo będę docierała do coraz to głębszej warstwy - całego - lodowcowego - wtajemniczenia, które sięga może bardzo daleko wstecz...Tak samo, jak te różne znaki, które wzięły się też tak nagle, a ja je czułam, że muszę otrzymać, to jest zaskakujące... 

45 post - Sobota - Dziś odszedł Greyek......

Nasze szczęście nie trwało długo, bo zaledwie tydzień... 
Dokładnie tydzień temu - 8 lutego w sobotę - trafiły do Nas dwa szkrabki - zwierzątka - braciszkowie - Carmelek & Greyek... 
5 tygodni , bo najprawdopodobniej, tyle czasu już są na świecie... 
Dla Greya - dziś życie skończyło swój bieg, w jakże króciutkim życiu...
Tak bardzo cieszyliśmy się Nimi... obydwaj chłopcy są śliczni, każdy w sobie ma coś innego, są tacy kochani... tzn. teraz już pozostał tylko Carmelek... 
Greyek był bardzo chorutki, jak się okazało, ale nie wiedzieliśmy o tym... 
Gdyby nie było tak zimno, to trafilibyśmy do znajomej pani weterynarz, która już opiekowała się Mikusiem i Suuny'usiem... 
Teraz - dziś - tyle radości jeszcze dostarczył  bardzo donośne piski - szukające Nas, traktował Nas jak Mamusię - przybiegał - sam - po tygodniu , wchodził już jedną łapką na rączkę, chciał przyjść na pieszczoszki, przytulał się, nie chciał wracać do klatki, najchętniej byłby cały czas na rękach i wtulony... Tak szybko Nam zaufały... same - wyczuły, że bardzo kochamy zwierzątka i intuicyjnie przybiegały , kiedy tylko byliśmy w zasięgu wzroku... A kiedy Nas nie było widać, to też piskliwy głosik , by już ktoś z Nas przyszedł i je ukochał... Wiadomo, że od razu byliśmy i wzieliśmy na ręce, ile było czułości, radości z obu stron, bo i dla Nich i dla Nas cały ogrom szczęścia....
Dziś tak nagle - prawdopodobnie Greyek miał albo tętniaka albo wodę w płucach, niewiemy dokładnie co tak naprawdę było przyczyną Jego ....odejścia...
Leżał w klateczce na boczku... bardzo dziwnie , dlatego od razu zareagowałam, wzięłam na ręce, a on ...przelał się przez palce.....był o połowę mniejszy....miał jakieś drgawki.... i był mokry.... 
Nasze szybkie interwencje nic nie dały, telefony do weterynarzy... było ciężko, bo sobota i popołudnie, gdzie już wszystko zamknięte, ale próbowaliśmy...
Dodzwoniliśmy się w końcu do naszej znanej już pani weterynarz i to co Nam mówiła, niestety nie dało się zrobić.... 
Greyek z każdą minutką było widać jak odchodzi... jak się wzdryga, był u mnie na rękach... robiłam jeszcze masażyk serduszka i brzuszka, myśląc, że może to pomoże....
Niestety .... Greyek ...odszedł mi na rękach.... aż nie mogłam w to uwierzyć... niestety widocznie był bardzo chorutki, jak powiedziała pani weterynarz i może to była choroba genetyczna Rodziców... 
To mamy kolejne dylematy.... bo został jeszcze samiutki Carmelek, będzie Mu bardzo ciężko, bo byli razem nierozłączni - krok w krok, jeden przy drugim, tak jak tulenie się do siebie - wszystko robili razem... 
Nie wiem, jak to przeżyje Carmelek, a druga kwestia, musimy w tej sytuacji również trafić do weterynarki, by przebadała czy z Carmelkiem wszystko jest ok, czy nie ma on też jakiejś choroby - od Rodziców, albo czegoś innego...już teraz trzeba mieć to na uwadze i sprawdzić wszystko... Bardzo przeszkadza pora roku, bo jest zimno, a dla tych zwierzątek przeziębienie bardzo może być niebezpieczne, szybko stając się zapaleniem płuc... więc - dylemat... czy poczekać troszkę, aż będzie troszkę cieplej, czy ryzykować i iść z nim, mimo zimna, a bardzo mocno go poowijać kocykiem ...? Nie wiem, zobaczymy, jaka pogoda będzie, poczekam 2 - 3 dni i pojedziemy do pani doktor... bo nie daje mi to spokoju... by w razie czego od razu poznać stan zdrowia i gdyby było coś n ie tak, od razu leczyć... 

niedziela, 9 lutego 2025

37 post - Niedziela

36 post - Niedziela

35 post - Niedziela

34 post - Niedziela

33 post - Niedziela - Carmel & Grey

 W sobotę - 8 lutego już do Nas trafiły - cudne maluszki, żywe sreberka - Przystojniaczki dwa maleńkie, baaardzo maleńkie. Podobno mają 5 tygodni, ale nie sądzę, e tyle mają, one są tak bardzo malutkie...Miałam wcześniej już takie zwierzaczki i 6 tygodniowe były o dużo większe, cięższe ... Te szkrabki są naprawdę maluszkami... Jak ogromna radość, że już dziś mogły trafić do domku Naszego, że mogliśmy już ukochiwać je ... Pani w sklepie zoologicznym była niezorientowana mówiąc Nam, by Ich nie dotykać przez kilka dni... Zrobiłam, tak, jak już wiem z własnego doświadczenia i intuicyjnie i to już dało mi odpowiedź. Szkrabki, już wtulały się i Carmelek półtorej godzinie u Nas dał sam buziaczki, na początek z ząbkami, a później już bez ząbków, tym, samy, potwierdzając, że Nam zaufał, że Nas kocha.... Ależ to piękne odczucie, taki wyraz zaufania i miłości, coś wspaniałego poczuć od zwierzaczka, jeszcze takiego całkiem maleńkiego, że po tak krótkim czasie już pokazał, że zaczyna ufać, że kocha i że czuje się coraz bardziej bezpieczne,... Grey natomiast troszeczkę zrobił siusiu na mnie i się zawstydził chowając za Carmelkiem, ależ to było cudowne i świadczy o tym, że mimo, że jest tak bardzo maleńki, to też jest inteligentny i na przyszłość już nie załatwi się na Nas, a będzie dawał znać, jak będzie chciał się załatwić, sam da znać, że zrozumiemy o co chodzi.:) 

Następne wzięcie na rączki i znowu przytulaski i buziaczki i uwielbiają być przy sobie, czują się bezpieczniej i pewniej, coraz częściej odgłosy już badawcze i szczęśliwe wydają z siebie.

Jak je wcześniej do klateczki wkładałam, to to silny pisk był, nie chciały iść do klatki, chciały być jeszcze na rączkach, może przypominałam im Mamusię, że tak poczuły się bezpiecznie i tuliły i buziaczki dawały... Coś pięknego... Jak tu nie kochać takich zwierzaczków? No nie można - trzeba kochać, bo są prześliczne i kochane, aż chce się mieć je cały czas na raczkach, by się wtulały... 

Tradycyjnie porozpieszczam je... jak to ja :) ;) Będą u Nas bardzo szczęśliwe, bo będą bardzo kochane i będą to czuły i wiedziały, że bardzo je kochamy, będą swobodne i bezpieczne i jak znam życie i te zwierzaczki, to będzie z Nimi dużo śmiechu, coś tak myślę...:) 

czwartek, 6 lutego 2025

32 post - Czwartek

31 post - Czwartek

30 post - Czwartek

29 post - Czwartek

28 post - Czwartek

27 post - Czwartek

26 post - Czwartek

25 post - Czwartek

24 post - Czwartek

23 post - Czwartek - Carmel & Grey ..:)